ULTRASEM BYĆ

Ten weekend niewątpliwie sponsorowało słowo “ultras”. Odmieniane na wiele przypadków. Jakże by inaczej, kiedy podczas Europejskiego Festiwalu Biegowego w Krynicy startowała dwójka naszych biegaczy, których po dzisiejszym starcie śmiało możemy zaliczyć do Elity. Tak, tak przez duże “E”. Natomiast Dolny Śląsk i Chojnik był gospodarzem zawodów, gdzie jednym z dłuższych dystansów było 70 km. Zacznijmy jednak od początku. Już o 4 rano, kiedy u większości z nas zadzwonił budzik, Paweł Czerniak podpisał listę obecności na starcie biegu w Krynicy na dystansie 100 km. Bieg o dużą stawkę, nie tylko z uwagi na nagrodę, która niewątpliwie była mega imponująca. Kto by nie przytulił 100 tysięcy złotych, ale jak mawiał klasyk kina “wiśta wio, łatwo powiedzieć”. Trzeba jeszcze przebiec 100 kilosów, pokonać słabości, wygrać z demonami, znaleźć nić porozumienia między nogami i głową a potem przeciąć linię mety jako pierwszy. Brzmi nieźle i wielu śmiałków postanowiło pokazać co potrafi. Motywacja ogromna, co pozwalało mieć nadzieję na fantastyczną walkę. I tak z zapartym tchem śledziliśmy kropki, trackery, wyniki i wymienialiśmy się uwagami, przebierając w domach nogami, prawie tak, jakbyśmy sami uczestniczyli w biegu, chociaż na małym odcinku. Po drodze bywało różnie, zmieniały się nie tylko krajobrazy i szczyty. To główni aktorzy dzisiejszej premiery dostarczali nam mega emocji, doznań od euforii po wysoki poziom napięcia, żeby nie użyć niecenzuralnego słowa. Nasz góral, ultras, niezwykle skromny, acz wielki człowiek biegł znakomicie, utrzymywał się w czołówce, w pierwszej trójce z minimalną stratą do pierwszego zawodnika. Cudownie patrzeć na takie poczynania a jeszcze piękniej, kiedy mówimy do siebie albo myślimy: … to mój kolega… nasz zawodnik… jest mega. I byłoby cudownie, gdyby nie pech ok 66 km. Niefortunnie Paweł, nie wiedzieć czemu zgubił się nieco, biegnąc nie tam gdzie trzeba. Musiał chłopak trochę nadrobić, niemniej kosztowało go to stratę pozycji na podium. Do mety pozostał do pokonania już tylko albo aż dystans niespełna maratonu. Dużo, żeby nadrobić ale jak to zrobić kiedy organizm już zmęczony a rywale też nie stoją. Każdy walczy o swoje. Z niepokojem i w ogromnym napięciu śledziliśmy wyniki a serwery pewnie grzały się do czerwoności, bo co róż wyniki pokazywały różne wskazania i niemal do końca nie było wiadomo jak będzie wyglądało ostateczne podium, poza pierwszym zawodnikiem, który na tym etapie zapewnił sobie zwycięstwo. Emocje sięgnęły zenitu ok. 93 km, kiedy wydawało się, że zawodnicy zgubili trasę, biegnąc przez miasto, co znowu dawało asumpt do myśli o przetasowaniu pretendentów do zwycięstwa. Mimo tych wariacji trackerów, nic się nie stało i zawodnicy kolejno meldowali się na mecie. Nasz Paweł, mimo nadrobienia trasy ostatecznie przybiegł na 4 pozycji z czasem 10:01:04:25 , ze stratą to trzeciego zawodnika ok 8 minut. Piąty zawodnik imprezy przybiegł na metę blisko 25 minut po Pawle. To dla nas powód do ogromnej satysfakcji a sam Paweł w pełni zasłużył na pozycję w tzw. elicie. Sam zresztą po biegu powiedział nam tak : “Dziekuję wam, czuć było na trasie wasze emocje i kibicowanie mi i Kindze. Teraz bez odbioru jestem troszkę wyrąbany ale mega zadowolony. Mogę nieskromnie powiedzieć, że teraz biegam Legalnie w Elicie😀”

Drugą bohaterką dnia jest Kinga Gomołysek, niesamowicie skromna dziewczyna, która dzisiejszym wynikiem nie tylko pokazała klasę zwycięzcy ale miejmy nadzieję na długo zagości w elitarnej grupie biegaczy i pokaże jeszcze, na co ją stać. Dzisiaj o 6 rano stanęła na kresce biegu na 60 km. Już od początku bieg ułożył się na jej korzyść. Na pierwszym punkcie pomiarowym zameldowała się jako pierwsza i do końca biegu nie oddała ani na moment swojej pozycji. Na marginesie żartowaliśmy sobie, że niewiele brakuje żeby wygrała open cały bieg. Byłoby fantastycznie, jednak panowie też nie próżnowali i nie pozwolili na kobiecą szarżę. Tak więc nasza Kinga bezpiecznie i z ogromną przewagą nad rywalką zwyciężyła swój bieg, pokonując 60 km w czasie 06:34:43:45. Druga zawodniczka potrzebowała 24 minut więcej na pokonanie tego dystansu. Wisienką na torcie jest fakt, że Kinga przybiegła na metę jako 7, co oznacza że uległa zalewie 6 panom. Jesteśmy mega dumni😊

Chojnik Karkonoski Festiwal Biegowy to impreza, która już od dłuższego czasu cieszy się dużym zainteresowaniem. Dzisiaj w biegu ultra czyli na dystansie 70 km zadebiutował Jarek Włodarczyk. Bieg wymagający a Jarek dopiero co w ubiegłym tygodniu również w górach biegł półmaraton. Z jednej strony to stanowi niezły fundament pod dłuższy bieg, z drugiej jednak trudno przewidzieć, ile jest w stanie wytrzymać organizm. Jarek od początku trzymał się nieźle, wypracował sobie pierwszą pozycję w kategorii wiekowej i próbował jej bronić do końca. Jak to bywa w długich biegach, przychodzi kryzys, samotność długodystansowca daje się we znaki i rozpoczyna się walka z sobą. Dla Jarka to była walka wygrana, pokonał dystans, wygrał że słabościami. Ostatecznie stawił się na mecie po nieco ponad 10 godzinach zajmując 27 miejsce open i 4 w kategorii. Sam Jarek był bardzo zadowolony z debiutu : “Dzisiejszy bieg Chojnika 70 z hakiem ukończyłem na 27 miejsu a w kat.M40-4 z czasem 10h5minut.W czasie biegu miałem kryzys gdzieś na 35 km, na wspinaczce pod Kocioł Łomniczki i zaczęły przychodzić myśli po co mi to? Zdołałem jednak sobie poukładać w głowie inne myśli, które pomogły przetrwać ciężkie chwile i znaleźć siłę wyższą, że robię to dla siebie.”

Brawo, brawo, brawo!!!!!!