W GÓRALACH SIŁA

Tym razem weekend rozpoczął się dość wcześnie bo już w piątek późnym wieczorem. O 22 godz. na linii startu Sudeckiej Setki stanął nasz ultras Paweł Czerniak. Dystans, z którym się mierzył to 100 km, nocą po górach. Zajęło mu to 8:18:12, tyle czasu potrzebował do zwycięstwa 😊 jak sam powiedział ” jest mega zadowolony, bo czuje się genialnie i bieg ułożył się po jego myśli”.

Zaledwie chwila minęła od startu Pawła a już w sobotni ranek na starcie biegu 3*ŚNIEŻKA=1* MONT BLANC pojawiło się kilku zawodników na różnych dystansach. Rywalizację rozpoczął Maciek Pietrucha na dystansie jednej pętli tj. ok. 18 km. Zajął 7 miejsce open i 2 w kategorii. Maciek od dawna nie biegał w górach, także sprawił i nam i sobie niesamowitą niespodziankę. Na mecie powiedział tak:”ze startu jestem zadowolony bo praktycznie od roku po górkach wcale nie biegam a Trener @darek Kruczkowski przestawił mnie na asfalt. Osiągnięty czas 1:42:40 przeszedł moje oczekiwania. No jedyny minus to zaliczony upadek na zbiegu na 14km (Biały Jar), który zapewne wykluczy mnie z dalszych treningów na pewien czas. Oby nie na długo “

Kolejną dawkę solidnych emocji dostarczyła nam trójka Kasia Choma, Kinga Gomołysek i Sebastian Nicpoń. Oni mieli do pokonania dwie pętle czyli 36 km, przy czym każda pętla coraz trudniejsza. Sebastian, choć nie do końca zadowolony ze swojego startu to naszym zdaniem spisał się fenomenalnie, zajmując 5 lokatę open. Stwierdził jednak, że dzięki trenerowi spełnia marzenia a to jest dobry prognostyk. Emocje sięgnęły zenitu, kiedy na mecie pojawiły się dziewczyny i to jakie😊 obie zawodniczki KRT, pierwsza Kinga Gomołysek a druga Kasia Choma. Kasia potwierdziła swoją dyspozycję słowami “dobrze mi się biegło, mimo braku treningu w górach. Najgorszy moment to drugie podejście, odcinek do Domu Śląskiego czerwonym i potem na samą Śnieżkę”

Przypieczętowaniem sukcesu i wisienką na torcie był występ Marty Lipnickiej. Jako jedyna odważyła się pokonać dystans 58 km tj. trzech pętli. Od początku Marta biegła znakomicie, cały czas w czołówce, zmieniając się na kolejnych odcinkach na pierwszej pozycji. Na drugiej pętli wyszła ostatecznie na prowadzenie a dystans do drugiej zawodniczki sukcesywnie zwiększała. Jak to zrobiła? To pozostaje wielką zagadką, bo Marta wróciła po dłuższej przerwie i nie była pewna swojej dyspozycji. Miłość do gór i ich wielka znajomość zrobiły jednak znakomitą robotę a Marta pokazała jak się walczy. Do mety dobiegła jako pierwsza kobieta a ona sama ujęła to tak: “Hej, w sumie nie wiem co powiedzieć 😊. Wyjątkowo dobrze mi się biegło. 58 km, 3300 przewyższenia. Rano się zastanawiałam czy w ogóle startować (przez cały styczeń zrobiłam 54km…) od tego czasu miałam przymusową przerwę, więc bałam się, że nie dam rady. Ale nogi niosły, żadnych rewolucji żołądkowych, temperatura super. Jakby był dzisiaj dystans 4x to chyba bym się jeszcze skusiła 😁”

Równolegle że Śnieżką w Górach Stołowych w maratonie wystartował Jarek Włodarczyk, który swój start zrelacjonował tak: “za nami zawody, pogoda dopisała, nie było ani za gorąco ani nie padał deszcz. Udało mi się rozłożyć siły aby starczyło do samego końca, największym problemem na trasie były wystające korzenie i powalone drzewa. Błoto też nie pomagało przy biegu. I tak jestem zadowolony, że nie dopuściłem załamania swojego organizmu. Mój wynik to 6:12:41, co pozwoliło zająć 28 miejsce wśród mężczyzn a 14 M-40.

Tymczasem w Cieplicach nasz klubowy sprinter, który postanowił powetować sobie nagłą zmianę w możliwości startu w MP w Olsztynie, wystartował w biegu Parkrun na dystansie 5 km. Bieg oczywiście wygrał, pibijając przy tym najlepszy na tej trasie czas o 26 sekund. Warto zaznaczyć że Rysiu ze swoim dorobkiem nieustannie wzbudza respekt pozostałych ścigaczy. Serdecznie gratulujemy.