Search Menu

Wspominamy ostatni weekend

31 maja 2017

Czas najwyższy, aby wspomnieć o tym, co się działo w ostatni weekend, a działo się bardzo dużo 🙂 Postanowiliśmy rozjechać się w kilku kierunkach i stanąć na starcie w miejscowościach Sobótka, Łódź, Nowa Sól, u zachodnich sąsiadów w Gerlitz i najliczniejszą sześcioosobową grupą na swoim terenie w Sobieszowie. To właśnie tutaj już w piątek nasze zmagania Verticalem rozpoczęła Paulina Janik zdobywając zamek Chojnik. Dystans krótki, bo zaledwie dwukilometrowy, ale mnogość schodów do pokonania dała wszystkim mocno znać.

Paulina wygrała ten sprinterski dystans zachowując jednocześnie spory zapas sił na kolejny dzień. W nocy z piątku na sobotę w na trasę ultra- maratonu najdłuższego z biegów podczas Chojnik Festiwalu Biegowego wyruszył Tomek Wypych. Niestety nie zmieścił się w czasie na punkcie kontrolnym i musiał zrezygnować z kontynuacji biegu. Czas szybko zleci i Tomek na pewno będzie próbował za rok ponownie powalczyć z tym dystansem. W poranną jeszcze chłodną sobotę na trasę maratonu wyruszyli Paweł Czerniak i Tomek Raczko, a godzinę po nich na trasę wydłużonego półmaratonu 😉 wyruszyła nasza trójka Pań Ania Haładewicz, Asia Jednoróg i ponownie Paulina.

Kiedy dopingowaliśmy nasz Team dotarła do nas jakże zaskakująca i miła wiadomość z Sobótki. Nasza Jadzia Ostrowska wystartowała tam w biegu górskim zdobywając nie tylko szczyt Ślęży, ale też podium w swojej kategorii.

Wielkie brawa i zasłużone gratulacje! Jesteśmy ciekaw ile jeszcze razy będziemy zaskakiwani przez Jadzię –oby jak najwięcej 🙂 Tymczasem wracamy na Karkonoskie trasy, gdzie walka toczyła się w najlepsze. Paweł, który rok wcześniej wygrał królewski dystans, również i tym razem chciał tego dokonać. Natomiast Paulina wykorzystując długi podbieg do Petrowki zaczęła uciekać rywalkom. Ania i Asia w bardzo dobrej kondycji zdobywają górne partie, więc jest dobrze i wydaje się, że najgorsze już za nami. Niestety na zbiegu Paulina źle stanęła na kamieniu i od tej pory była to już walka z samą sobą. Rywalka ucieka, noga boli mocno, więc co robić? Na szczęście płaski odcinek i nasz doping pomógł. Ból już nie był taki duży i Paulina wróciła do gry o zwycięstwo. Na 10km przed metą widzimy Pawła, który z dużo przewagą i w niesamowitej dyspozycji mknie do mety.

Kilkadziesiąt minut później widzimy Tomka, który mimo upadku również wygląda bardzo dobrze i już było wiadomo, że czas z roku ubiegłego będzie mocno poprawiony.

Chwilę później mijają nas Ania i Asia. Uśmiech na twarzach oznaczać mógł tylko jedno – zabawa jest na całego, a oznak kryzysu nie widać. Dodajmy, że nasze dziewczyny (Ania i Asia) ten start miały potraktować, jako jeden z elementów przygotowań, więc o biegnięciu za wszelką cenę nie było mowy 🙂

My tym czasem szybko przemieszczamy się na metę, a tam już swoje zwycięstwo świętowała Paulina. Uffffff trochę nerwów było, ale na szczęście skończyło się dobrze.

Chwilkę później spiker krzyczy mamy zwycięzcę maratonu, a jest nim Paweł. Takiej eksplozji radości można było się spodziewać, bo jakże smakuje zwycięstwo u siebie w domu 🙂

Kolejne kilkadziesiąt minut i mamy na mecie Tomka, który zajął 33 lokatę – poprawa z roku poprzedniego znaczna! Do mety dobiegają Ania i Asia – pytamy jak było? Okazało się, że końcówka była najgorsza i na niej pojawił się mały kryzys, ale musiał bo to w końcu 28km po górach 😉 Teraz dopingujemy innych i czekamy na wieczorną dekorację, a także na wiadomość z Nowej Soli, gdzie na trasie półmaratonu była już Magda. Jest tel. i informacja było gorąco, bardzo gorąco i umierałam, ale jak poszło? Mam podium w kategorii i 8 miejsce open wśród kobiet 🙂

Zaraz zostało, to skomentowane -Magda umierała i ma podium, to co z tymi co byli za nią 😉 Najpóźniej, bo o godzinie 19-tej na starcie biegu Rossmanna w Łodzi, gdzie stanęło prawie 5 tysięcy osób do walki stanął trzeci z Tomków (Tomek Szajda).

Plan był taki, aby urwać cokolwiek z poprzedniego startu na tym samym dystansie. Początek zapowiadał się bardzo dobrze i wyglądało, że wynik będzie znacznie poprawiony, ale niestety okazało się, że ostatnie trzy kilometry są mocno pod górę 🙁

Trudno trzeba walczyć do końca i ta sztuka Tomkowi się udała – wynik najlepszy w tym sezonie 36:38 i 54 lokata w Open! Ostatnią osobą z Teamu był Krzysiek Sudomlak, który wyłamał się i postanowił wystartować w niedzielę na 5km podczas festiwalu biegów w Gerlitz. Piąteczka mocno przepalona, więc w następnym starcie powinno być już dużo lepiej.

              

Jeszcze fotka po dekoracji 🙂

          Pozdrawiamy Karkonosz Running Team