Wygrana i nerwy.

W dniu wczorajszym w Jeleniej Górze odbywały się międzyszkolne zawody lekkoatletyczne młodzieży. Wśród wszystkich konkurencji nas najbardziej interesował bieg na 3000m, w którym startował nasz Krzysiek Tschirch. Początek imprezy zaczął się optymistycznie, ale z czasem było widać, że organizator totalnie nie radzi sobie z imprezą. Zbliżała się godzina 10:30, czyli według programu zawodów, bieg Krzyśka. Tutaj informacja, że jest kilku minutowe opóźnienie. Trudno rozgrzewkę trzeba przedłużyć i tyle. Niestety po 15 minutach dalej nie ma odpowiedzi, kiedy będzie start, a obowiązujący program jakby przestał istnieć. Co robić, bo przecież miał to być bieg, na którym bardzo zależało Krzyśkowi. Decyzja – jednak spokojnie czekać, bo szkoda energii na bezradność dorosłych, którzy jak zwykle nie widzieli w tym swojej winy. W ten sposób po 90 minutach opóźnienia w końcu nadszedł czas startu. Początek biegu i cała stawka biegaczy, ale na prowadzeniu już Krzysiek 🙂 Nie ma co, trzeba biec po swoje i atakować rekord życiowy.

Z każdym kółkiem przewaga Krzyśka rosła, a w połowie dystansu wynosiła już ponad 100m na drugim zawodnikiem. Mocny doping spowodował, że ostatni km Krzysiek pobiegł najszybciej, pokazując swój talent do biegania. Wynik końcowy, to 9:40:93 – rekord życiowy poprawiony o 17 sekund!!! Pozostaje tylko niesmak, bo gdyby nie ta przygoda z opóźnieniem, to zapewne byłoby jeszcze lepiej. Chwilę później Krzysiek wystartował jeszcze w sztafecie 4 razy 400m gdzie atakując z 4 miejsca wyprowadził ją na drugie miejsce. Brawo za determinację, waleczność, ale przede wszystkim za poradzenie sobie z nerwami, bo naprawdę wesoło nie było.

Refleksja trenera – organizatorzy zapomnieli, na czym polegają zawody lekkoatletyczne. Nie wiedzieli, że do konkurencji zarówno biegowych jak i technicznych trzeba się dobrze rozgrzać. Oby to nie byli nauczyciele W-f, bo to byłby już dramat 🙁