Search Menu

Wygrana Tomka

5 marca 2019

Tą krótką relację zacznę od końca – kiedy podszedłem do punktu pomiaru czasu znajdującego się na pięknej hali sportowej znajdującej się przy szkole w Dąbrowie. Chcąc wydrukować swój czas oraz miejsce w klasyfikacji podszedł do mnie starszy Pan. Z nieskromną dumą skomentował mój dzisiejszy bieg „ Ja biegałem szybciej niż Ty dziś wygrałeś ten bieg”. Uśmiechnąłem się do ów Pana odpowiadając „Tak wyszło”. Wiedziałem ile ten biegacz w przeszłości przebiegał pięć kilometrów. Faktem jest, że dzisiejszy wynik jest około trzy minuty wolniejszy od tego co biegałem kilkanaście lat temu (ale ponad minutę szybszy od rekordu tego Biegacza). Wspomnienia jednak powróciły do tych wspaniałych lat, kiedy potrafiłem finiszować ostatni kilometr poniżej trzech minut. Dzisiejszy bieg poza wynikiem na mecie niewiele się różnił od przebiegu rywalizacji tych sprzed dekady. Teraz od początku…

Na starcie spotkał mnie zaszczyt, ponieważ do rywalizacji przystąpił Olimpijczyk z Barcelony, czwarty zawodnik Mistrzostw Świata w maratonie (Tokio 1991) Pan Jan Huruk niegdyś najszybszy zawodnik w kraju, do dziś trzymający świetną formę. Bardzo sympatyczny, chętny do rozmowy i dzielenia się swoim doświadczeniem. Ruszyliśmy dość żwawo. Natychmiast schowałem się za grupą biegaczy. Nie miałem zamiaru rozgrywać biegu, gdyż znam swoje miejsce w szeregu. Z pokorą biegłem w grupie chowając się od silnego wiatru. Tempo nie było dla mnie dziś jakieś zawrotne, a momentami nawet czułem, że zbyt wolne. Od grupy oderwał się jeden z zawodników, który oddalił się na sporą odległość i niezagrożony prowadził bieg. Przed nawrotem wyszedłem przed grupę, ale nie odważyłem się zerwać tempa. Wiatr był zbyt silny. Poczekałem na nawrót i poczułem chęć ścigania – jak za dawnych czasów. Czułem, że mam szansę dogonić pierwszego zawodnika. Ruszyłem, przez chwilę grupa próbowała mnie utrzymać. Ruszyłem jeszcze szybciej tempo w jednej chwili wzrosło z prędkości 3’40” do 3’25” na kilometr. Widząc jak szybko doganiam prowadzącego zmotywowałem się jeszcze bardziej do szaleńczego pościgu. Przed czwartym kilometrem dogoniłem lidera i bez zastanowienia ruszyłem do przodu. Mocno i jeszcze dynamiczniej, tempo wskazywało już 3’16”/km. Teraz tylko zakręt i krótki odcinek pod wiatr. Tutaj lekko odpuściłem, żeby zachować siły na ewentualny finisz. Wychodząc na ostatnią prostą z niewiarygodną lekkością przyspieszyłem. Niesiony radością, euforią kontrolowałem co dzieje się za mną. Gotowy na przyspieszenie w każdej chwili. Minąłem linię mety pierwszy jako zwycięzca, z przywilejem „wygranego nie rozlicza się ze stylu w jaki zwyciężył”. Oczywiście wynik, mógłby być dużo lepszy, ale nie był i trzeba cieszyć się z tego co osiągnąłem. W komunikacie końcowym czterech zawodników wbiegło w przeciągu 2 sekund. Z pewnością dla kibiców były emocje do samego końca. Pozytywne emocje, radość i satysfakcja z siebie i możliwości, które jeszcze we mnie drzemią. Oczywiście, że te wyniki to dla mnie już wspomnienia, historia. Jakże wspaniała historia, przeżycia, styl życia i prawie trzydziestoletnia przygoda, która trwa do dziś. Dziękuję temu starszemu Panu, który swoim stwierdzeniem utwierdził tylko, to co odkryłem zupełnie niedawno. Jestem czterdziestolatkiem, który swoje lata szybkiego biegania ma już za sobą, ale dziś ma ogromne doświadczenie i czerpie radość z rywalizacji na poziomie, który reprezentuje..

Najważniejsze, że mam nadal z tego satysfakcje, dokładnie tak jak wspomniany przeze mnie Pan Jan Huruk! W ten oto sposób „wbiegłem” w kategorię czterdziestolatków. W ten dzień miałem również okazję po wielu latach spotkać się z Wiesławem Perszke, z którym prawie dwadzieścia lat temu biegałem w leśnym parku w Myślęcinku będąc w Zawiszy Bydgoszcz.