ŻYJE SIĘ TYLKO RAZ

Bo żyje się tylko raz! Dlatego zanim stanęłam na linii startu 3 x Śnieżka = 1 x Mont Blanc, analizowałam czy zrobić to, czy nie. Kiedy już nie proszą Cię o dowód w sklepie, już nie ma czasu na nieprzemyślane decyzje. Omal nie zrezygnowałam. Prawda jest taka, że zeszło się z gór zeszłego lata by jeszcze popracować nad szybkością. Ale, że zapisałam się jeszcze przed latem 2020 i zostałam wylosowana i jak było roku temu nikt nie chce pamiętać, więc szkoda mi było. Marzyłam kiedyś o tym starcie. Bardzo.
Zatem, 10, 9, 8…,1! Poszli! Niech się dzieje wola Nieba. Myślą przewodnią było żeby nie skasować nóg. O ściganiu nawet nie chciałam słyszeć. Oczywiście forma jest, współpraca z Darkiem Kruczkowskim daje efekty, ale góry zostawiam na póżniej i podziwiam górali. Ale tu mam zielone światło na wyjątek. Zaczynam spokojnie i pierwsze kółko mija mi dosyć szybko, przyjemnie jest choć na zbiegu do Białego Jaru daje się wyprzedzać. Zbiegi po kamienistym szlaku to mój słaby punkt. Zbiegam do miasta, wypijam colę, jem kawałek banana, uzupełniam swą piersiówkę i biegnę na drugą pętlę. Jest nadal ok. i tak aż do odcinka czerwonym szlakiem do Domu Śląskiego. Potem drugie podejście na Śnieżkę jest dla mnie wyzwaniem bo nachylenie duże, stromo i kamieniście i jest dosyć sporo pieszych. Ale od razu jest lepiej gdy zaczyna się zbieg. Nogi mają się dobrze, jest dobra temperatura, pić się nie chce. Wszystko gra. Zbieg na biały Jar podobnie, kolka na ostatnich dwóch kilometrach, ale wiem że meta za chwilę, więc po prostu cieszę się chwilą. Ostatecznie dobre 18 minut za naszą kozicą Kinga Gomołysek z czasem 4:06:17 ląduję na drugim miejscu w kategorii kobiet a 12 open na średnim dystansie. Na całej trasie znajome twarze, doping, piesi tez spisali się na medal, wolontariusze biją brawo, w ogóle.. Karpacz rządził, świetna impreza. Nogi całe i cała reszta, słowem sztos😊.

Pozdrawiam Katarzyna Choma😊